Ostre hamowanie gospodarki

14/5/2013

Z trzech silników napędzających gospodarkę w 2012 r. na pełnych obrotach pracował tylko jeden – eksport. Pozostałe dwa: konsumpcja wewnętrzna i inwestycje, pod koniec roku zaczęły się krztusić. To nie był dobry rok, ale zapowiada się gorszy.

Zadyszka zaczęła się po piłkarskim Euro w drugiej połowie roku. Do czerwca gospodarka szła jeszcze do przodu w przyzwoitym tempie, w grudniu ekonomiści już przebąkiwali o recesji. Średnia wyszła skromna – produkt krajowy brutto wzrósł (dane wstępne) o 1,9 proc., ale nastroje gwałtownie się pogorszyły. Zaczęliśmy się bać, że zieloną wyspę też w końcu dosięgnie kryzysowa fala.

Na szczycie naszej Pięćsetki jeszcze załamania nie widać. Pierwsza siódemka twardo trzyma zdobyte rok wcześniej pozycje i – co ważniejsze – odnotowuje wzrost przychodów. PKN Orlen w minionym roku miał obroty ponad 88 mld zł, czyli o prawie 10 mld zł więcej niż rok wcześniej. Podobnie Grupa Lotos, która swoje przychody ze sprzedaży zwiększyła z 29 mld zł do ponad 33 mld. Te imponujące w kryzysie wzrosty zawdzięcza jednak nie temu, że tankowaliśmy więcej (bo było odwrotnie), ale gwałtownie rosnącym cenom ropy i w konsekwencji paliw. Z kolei wyższe ceny energii elektrycznej pozwoliły też zachować trzecią pozycję Polskiej Grupie Energetycznej.

Wzrost cen paliw uformował peleton naszego rankingu w taki sposób, że w żadnym razie nie pozwala polskiej gospodarki nazwać „opartą na wiedzy”. Dominuje ropa, prąd, gaz, czyli – jak przed laty – sektor paliwowy, w dodatku kontrolowany przez państwo.

Zaciskamy pasa

Jeśli góra rankingu utrzymała się „na pudle” dzięki wysokim cenom i obrotom, to czwartą pozycję Jeronimo Martins Polska zawdzięcza cenom niskim. Polacy, bici po kieszeni rosnącymi kosztami utrzymania mieszkań oraz transportu, ze średnim powodzeniem próbują oszczędzać na jedzeniu. Jeszcze niedawno na żywność wydawaliśmy 24 proc. budżetów domowych, teraz już 25 proc., co dowodzi, że poziom życia nam się obniża. Niemcy na jedzenie i picie przeznaczają tylko 10 proc. budżetów. Spadła też realna wartość naszych zarobków, ceny bowiem rosły szybciej niż płace.

W konsekwencji, po raz pierwszy od lat, o 1 proc. obniżyła się w minionym roku konsumpcja wewnętrzna. Ponieważ kupujemy mniej mieszkań, to rezygnujemy także z nowych mebli. Jako pierwsze ofiarą cięć w domowych budżetach padają też wydatki na kulturę i rozrywkę. To nasz strach przed tym, co nadejdzie jest jedną z przyczyn rosnącego bezrobocia. Stagnacji sprzyja też obecna polityka Komisji Nadzoru Finansowego zaostrzająca (wydaje się, że nadmiernie) dostęp do kredytów konsumpcyjnych. Przedsiębiorcom spada sprzedaż, więc zwalniają. Nakręca się spirala spadków, rośnie liczba bankrutów. W 2012 r. sądy ogłosiły upadłość 800 spółek prawa handlowego. W bieżącym – Korporacja Ubezpieczeń Kredytów Eksportowych (KUKE) ocenia liczbę plajt na 1300.

Im mocniej trzeba zaciskać pasa, tym częściej zaglądamy do dyskontów, a najczęściej właśnie do Biedronki będącej własnością portugalskiej firmy Jeronimo Martins. Polska bieda błyskawicznie zwiększa też obroty niemieckim dyskontom Lidl (zysków żadna z tych sieci nie podaje). Szybko wspina się na naszej liście również Rossmann, sieć tanich drogerii (z 67 na 53 miejsce).

Na konsumenckim zaciskaniu pasa zyskują też firmy rodzime. Te, które mają ofertę modną i tanią, tak jak np. odzieżowa firma gdańska LPP, która awansowała w rankingu ze 114 miejsca na 86. Na tanich butach mocną pozycję wypracowała sobie CCC z Polkowic (skok z 226 na 193 miejsce), kontrolowana przez byłego kolarza Dariusza Miłka. W górę wędruje jedyny polski koncern spożywczy, Maspex z Wadowic, ze 108 na 94 pozycję. Konkuruje z globalnymi firmami, takimi jak Unilever (89) czy Nestle (98), i zupełnie nieźle sobie radzi.

Eksport: samochody i żywność

Malejąca sprzedaż samochodów to jedna z najgorszych wiadomości, jakie znalazły się między wierszami naszej listy. Z 9 na 11 miejsce zjechał Fiat Auto Poland, a po zwolnieniu na początku tego roku ponad 1400 osób nadal pewnie będzie spadał. Broni się, chociaż też obniża produkcję, Volkswagen Poznań (17 pozycja, rok wcześniej jedno oczko wyżej), ale cała branża ma w Polsce wyraźne kłopoty. Kiedy mniej samochodów zjeżdża z taśm, kurczy się też portfel zamówień u kooperantów. W 2012 r. zmontowano w Polsce zaledwie 636 tys. samochodów, aż o 23 proc. mniej niż rok wcześniej. To najgorszy wynik od 2005 r. Nie zanosi się, żeby wróciły dobre czasy z 2008 r., gdy wyprodukowaliśmy prawie milion aut. Powodem tego zjazdu jest fakt, że zachodni klienci, którzy byli ich głównymi odbiorcami, mniej chętnie przesiadają się dziś do nowych wozów. A jeśli już, to raczej nie do tych produkowanych w Polsce. Na kryzys nie narzeka bowiem Słowacja ani Czechy, dziś liderzy w produkcji aut w Europie. Podczas bowiem, gdy polski Fiat ogranicza produkcję, hitem eksportowym naszych południowych sąsiadów okazała się Skoda. My możemy pocieszyć się rosnącym eksportem autobusów Solaris Bus&Coach. Ale na tej prężnej firmie odbija się chudszy portfel zamówień krajowych: stąd spadek w rankingu ze 169 na 189 miejsce.

 

Mimo kłopotów branży motoryzacyjnej ciągle pozostaje ona naszą specjalnością, z eksportem o wartości 17,5 mld euro. W 2012 r. eksport okazał się najsilniejszym dopalaczem dla naszej gospodarki. Sprzedaliśmy za granicę towary o wartości ponad 140 mld euro. Nasz PKB już w 47 proc. zawdzięczamy wywozowi.

Spadek popytu w kraju nie odbił się na wynikach producentów sprzętu gospodarstwa domowego. Są nadal świetne. Samsung Electronics awansował z 48 na 30 pozycję, LG Electronics (Wrocław) z 52 na 37. Mozolnie wspina się Philips Lighting (z 53 na 46), Electrolux Poland (z 84 na 76), Indesit Company (z 92 na 81) i pozostali. Naszym największym konkurentem są w tej branży Chińczycy, ale z Azji płyną ostatnio dla nas dość optymistyczne wieści. W tamtejszych fabrykach zaczynają rosnąć płace, coraz droższy jest transport z Chin do Europy, a jakość polskich towarów pozostaje wyższa. Zyskujemy więc na konkurencyjności, co dobrze rokuje na przyszłość.

To był też świetny rok dla eksportu polskiej żywności, który sięgnął 17,5 mld euro (tyle samo co eksport motoryzacyjny). Oby kolejne afery mięsne tego nie zepsuły. Do Listy 500 i to na 59 pozycję (po zmianie polityki informacyjnej spółki, która przez kilka lat nie ujawniała nam danych) wrócił Animex. W pierwszej setce są także największe mleczarnie – Mlekpol Grajewo (87) i Mlekovita Wysokie Mazowieckie (91). Procentuje strategia, jaką wybrali najwięksi producenci. Wprawdzie nadal największym rynkiem pozostaje dla Polski Unia Europejska, ale coraz więcej żywności sprzedajemy na Wschodzie: w Rosji, w Kazachstanie, w Turcji.

Walka o kontrakty państwowe

Kiedy biednieją prywatni konsumenci, wiele przedsiębiorstw usiłuje się trzymać ostatniej deski ratunku, czyli zamówień publicznych. Państwo to dziś jedyny klient, który ciągle ma pieniądze. Na budowę dróg, oczyszczalni, na informatyzację. W tej ostatniej konkurencji dobrze radzi sobie rzeszowskie Asseco Poland (35 miejsce, rok wcześniej 41). W branży nowoczesnych technologii to nasza najlepsza i największa firma. Rozwija się szybciej niż reszta gospodarki, w ostatnim roku zanotowała ponad 10-procentowy wzrost obrotów. Daleko za sobą pozostawiła krakowski Comarch (259) z portfelem zamówień zbliżonym do 1 mld zł.

Rynek zamówień publicznych w 2011 r. był wart jeszcze 144 mld zł. Potem się nieco skurczył, więc walka o kontrakty stała się jeszcze bardziej zażarta. A państwo, mimo spektakularnych upadłości wielkich firm budowlanych, do czego się przyczyniło, ciągle popełnia te same błędy. PKPP Lewiatan alarmuje, że rynkowi zamówień publicznych, które mogłyby przyhamować wzrost bezrobocia, grozi zapaść. Bo ponad 90 proc. przetargów wygrywają przedsiębiorstwa oferujące rażąco niską cenę. Pozostaje ona głównym kryterium rozstrzygającym o wygranej. Strach urzędników, by nie zostali posądzeni o korupcję, jest większy niż świadomość, że po tak niskiej cenie zamówień zrealizować się nie da. Przedsiębiorcy, którzy się na tak niską cenę godzą, także o tym wiedzą. Ale wolą mieć pracę i liczyć, że jakoś to później będzie, niż zamykać interes od razu. Według KUKE branżą, w której bankructwa są najczęstsze, jest budownictwo.

I jeszcze jedno: przedsiębiorstwa najmniej technologicznie zaawansowane, wykonujące proste prace, dostają od państwa zlecenia, które w praktyce zmuszają je do łamania prawa. Urzędnicy tak bowiem kalkulują stawkę godzinową dla zleceniobiorcy, że musiałby on swoim pracownikom płacić mniej, niż nakazują przepisy o płacy minimalnej. Więc, kogo może, zatrudnia na czarno albo na umowy śmieciowe. Największy klient, czyli państwo, zamiast rynkowi pomóc, dewastuje go jeszcze bardziej. Gwóźdź do trumny z tabliczką „koniunktura” wbija też Solidarność domagająca się „ozusowania” umów-zleceń.

Największe ofiary kurczących się inwestycji usiłują lizać rany w odosobnieniu. Jak ArcelorMittal Poland, właściciel większości polskich hut, w ubiegłym rankingu na 11 miejscu. Teraz odmówił upublicznienia wyników, uznał, że nie ma się czym chwalić. Inaczej postąpił ArcelorMittal Warszawa (201 miejsce na liście), który akurat awansował. Publicznej ocenie swojej pracy postanowiły też nie poddawać się niektóre przedsiębiorstwa państwowe. W tym roku ujawnienia wyników odmówiła np. Poczta Polska i TVP.

Inni obsuwają się w dół listy. Grupa Skanska z 45 na 51 miejsce, Polimex-Mostostal z 44 na 55, Mostostal Warszawa z 72 na 88 miejsce, Lafarge Cement z 202 na 238. Ich spadki w minionym roku po dobrej pierwszej połowie nie były jeszcze spektakularne. Z płynących z rynku sygnałów wynika, że obecny rok dla budowlanki może okazać się jeszcze gorszy.

Są też takie spółki, które po przejściowej nieobecności na liście postanowiły znów upublicznić podstawowe dane o swojej działalności. Stąd do rankingu wróciły np. Volvo Polska Wrocław (127), PŻM (151), Robert Bosch (170) i inne. Coraz więcej firm kryzys skłania jednak do tego, żeby się chować i nie ujawniać swojej finansowej kondycji. To krótkowzroczna polityka. W dużych spółkach takich informacji i tak nie da się ukryć, a przejrzysta polityka komunikacyjna buduje zaufanie.